http://maarchewkowa.blogspot.com/search/label/urodziny

27 lipca 2011

Pozdrowienia z krańca świata

No prawie. Ale nikt z nas nie przypuszczał, że takie wsie jeszcze istnieją. Tego miejsca nie znają mapy, ani GPS. :)) Można je za to łatwo usytuować, wiedząc, że znajduje się obok wioski, w której powstał wylęg much. Coś strasznego - radzę omijać szerokim lukiem. Poza tym milion komarów i ślepców.

Ale gdyby nie muchy, nie byłoby firmy deratyzacyjnej, która zmusiła nas na spacer do lasu, co skutkowało pyszną jajecznicą z grzybami na śniadanie. :))


Oddalając się od siedliska insektów, trafiliśmy do Mikołajek.


Większość czasu spędziliśmy jednak w Mrągowie...


I spełniło się moje marzenie - w końcu mogłam zobaczyć Western City (w Tatralandii, jak na złość, trafiliśmy na 2 dni przed otwarciem).




Moim towarzyszom udało się z wielkim trudem namówić mnie na rowerki wodne. Ten uśmiech zdecydowanie nie oddaje przerażenia - skierowany był zapewne do mężczyzny mojego życia. :D


Przyroda piękna nas otaczała...




Mieliśmy zaliczyć koncert Enej, tak przy okazji. Cieszyłam się od miesiąca, niestety wybuch piekarnika odciągnął naszą uwagę od tego wydarzenia. Cudem nikomu nic się nie stało...
Zważywszy na muzykalność naszej rodziny, hitem tego dnia została piosenka Akurat, o ta.
Gdyby ktoś wybierał się w tamte strony, tych państwa nie polecamy. Chyba, że lubicie eksplozje gazu, wadliwą instalację elektryczną, co daje niesamowitą atrakcję porażenia prądem pod prysznicem, i wiele, wiele innych.

Mimo wszystko miło było odpocząć przez te kilka dni. :)) Gdyby tylko powrót do pracy nie był taki bolesny...

Dziękuję Wam za komentarze, za liczny udział w candy. :*
Ściskam! :*

PS Nadal rozważam zakup tej cudownej maszyny i ciągle się waham. I co ja, biedna, mam zrobić? ;)

14 lipca 2011

Jadę w świat

Konkretnie na Mazury. :)) W związku z tym przerwa w blogowaniu - zupełnie się nie łudzę, że w naszym domku na odludziu będzie dostęp do internetu.

Pozdrawiam ciepło i życzę samym twórczych, ciepłych dni. :**
Oraz zapraszam na candy. :))

10 lipca 2011

Kogel Mogel #4

Skusiłam się na wyzwanie w Kreatywnym Polu. :)) Właściwie nie wiem, jak to się stało, że moja puszka - skarbonka tak długo ostała się z pierwotnym wyglądem. Myślę, że wyzwanie pozytywnie na nią wpłynęło. ;)




Życzę Wam pięknej, słonecznej niedzieli, a ja zmykam do pracy. :))
I zapraszam na candy - post niżej.

9 lipca 2011

Caaandy!

Nareszcie!
Jeden z ostatnich postów bardzo intensywnie wpłynął na ambicję mego mężczyzny, w związku z tym proces twórczy przedmiotu tego candy zakończył w dwa dni, z czym zmagał się od pół roku. Dziękuję. :*
Żeby nie przedłużać... Do zgarnięcia jest komódka wypakowana po brzegi tym, co widać, i tym, czego nie widać. Część wygranej pozostanie niewiadomą. :)) Chciałam Wam w ten sposób podziękować za to, że do mnie zaglądacie, wspieracie i dodajecie twórczych skrzydeł - to niesamowicie miłe. :**
Chętnych proszę o komentarz pod tym postem (dla obserwatorów szansa podwójna - Was proszę o dwa komentarze) i upchanie gdzieś u siebie poniższego zdjęcia z aktywnym linkiem do mojego BLOGA.


Szczęśliwca wylosuję 3 sierpnia, w dniu moich kolejnych... ekhm, 19 urodzin, jeśli nic nie stanie mi na przeszkodzie. :))
Dla zainteresowanych kilka zdjęć...






Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia! :**:))

4 lipca 2011

Rocznicowa ponownie

Cóż, los sobie ze mnie zakpił, bowiem zostałam zmuszona zrobić nie-kopertówkę. I w sumie na dobre mi to wyszło. Pod wpływem posta Asicy, machnęłam kartkę sztalugową i... pokochałam to! Robiło się ją tak przyjemnie i łatwo, że z pewnością nie jest ona ostatnią tego rodzaju. ;)




A UHK Gallery ma nowego bloga! I takie mega candy, że ja nie mogę! :D

2 lipca 2011

Kopertówki znoowu

Ja naprawdę miałam ambicję zrobić coś innego. Nawet sobie obiecałam, że tym razem nie będzie kopertówek, no bo przecież trzeba się rozwijać, próbować czegoś nowego... Po godzinie prób i walki z samą sobą... no skończyło się jak zawsze.
:))












1 lipca 2011

Urodzinowa

Pierwszy raz od niepamiętnych czasów mogłam zrobić coś nie na zamówienie, miałam więc okazję wyczarować coś po mojemu, bez żadnych wytycznych.
Cudowne lata pociachałam z wieelkim żalem w sercu - te papiery są tak śliczne, że nie mogę się na nie napatrzyć. :)) Sasilla, jesteś wielka!




A TEN pan... kolejna miłość mojego życia... Ja może nie będę mówić, jak on na mnie działa... :D
Do jutra. ;):**
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka